34 Smash Burger w Szczecinie zaczynał od niewielkiego punktu, w którym właściwie nie było miejsca, żeby usiąść. Dziś działa przy ul. Jagiellońskiej 84/1, kilka minut spacerem od Deptaku Bogusława, a oprócz smash burgerów w menu pojawiły się również bagietki inspirowane amerykańskim street foodem. Oficjalna strona potwierdza, że obecny lokal pozwala już wygodnie zjeść na miejscu.
Za miejscem stoi Szymon Adamczak, który przed otwarciem pierwszego punktu nie miał doświadczenia w gastronomii. Pomysł na gotowanie narodził się u niego podczas pandemii, a później stopniowo przerodził się w własny lokal. Droga nie była prosta – po drodze były przeprowadzki, problemy techniczne i momenty, w których poważnie myślał o rezygnacji.
Podczas naszej wizyty spróbowaliśmy praktycznie całej karty: burgerów, trzech bagietek oraz frytek. I właśnie krótka karta okazała się jednym z największych atutów 34 Smash Burger.
Skąd wzięła się nazwa 34 Smash Burger?
O znaczenie liczby 34 właściciel pytany jest regularnie, ale pełnej odpowiedzi nadal nie zdradza. Przyznaje jedynie, że liczba ta przewijała się w jego życiu przez lata – zarówno w dobrych, jak i trudniejszych momentach.
Jednym z elementów tej historii był plan otwarcia lokalu w okolicach 34. urodzin. Ostatecznie termin pokrzyżował niewielki pożar, więc symboliczna data nie została dotrzymana. Sama liczba jednak została i stała się częścią nazwy marki.
Ta niedopowiedziana historia dobrze pasuje do miejsca. Zamiast wymyślonej marketingowej legendy pozostaje trochę tajemnicy i osobistego znaczenia, które właściciel zachowuje dla siebie.

Od niewielkiej budki do lokalu przy Jagiellońskiej
Historia 34 Smash Burger rozpoczęła się od bardzo małego punktu gastronomicznego w okolicy Turzyna. Lokal miał zaledwie kilka metrów, dlatego jedzenie sprzedawano przede wszystkim na wynos. Mimo niewielkiej przestrzeni zainteresowanie burgerami rosło.
Kolejnym etapem był punkt przy ul. Szwoleżerów. Ruch był tam duży, ale problemem okazała się wentylacja i komfort gości. Jak opowiadał Szymon, nie chciał, żeby ktoś po kolacji wychodził z lokalu przesiąknięty zapachem smażenia, dlatego szybko rozpoczął poszukiwania następnego miejsca.
Od 1 czerwca 2026 roku 34 Smash Burger działa przy ul. Jagiellońskiej 84/1.
Co ciekawe, właściciel przed przeprowadzką słyszał wiele ostrzeżeń, że w tej lokalizacji wcześniej kolejne lokale gastronomiczne się zamykały. Zamiast go to zniechęcić, potraktował miejsce jako kolejne wyzwanie.

Gdzie znajduje się 34 Smash Burger w Szczecinie?
Nowy lokal znajduje się przy ul. Jagiellońskiej 84/1. To nie jest sam środek Deptaku Bogusława – trzeba pójść kawałek dalej Jagiellońską. Właściciel nie ukrywa, że chciałby trochę „przedłużyć deptak” i sprawić, żeby więcej osób zaglądało również w tę część ulicy.
Lokal jest dobrze widoczny z ulicy dzięki dużemu szyldowi z charakterystycznym numerem 34. W środku znajduje się bar i miejsca do siedzenia, ale nie ma ogródka. Wystrój jest prosty i street-foodowy, z obrazami i dekoracjami na ścianach. Najważniejszą rolę od początku gra tutaj jedzenie.


Krótkie menu – i właśnie o to chodzi
Menu 34 Smash Burger jest wyjątkowo krótkie. Na oficjalnej stronie znajdziemy obecnie trzy burgery, trzy bagietki, frytki oraz dodatki, a zapowiedziane są również skrzydełka.
To świadoma decyzja właściciela. Jego zdaniem rozbudowana karta oznacza konieczność przygotowywania wielu sosów i składników, które później mogą się nie sprzedać. Tutaj większość produktów ma regularnie schodzić z kuchni, a sosy przygotowywane są na miejscu. Krótsze menu ma ograniczać marnowanie jedzenia i ułatwiać zachowanie świeżości.
Krótko, ale dopracowanie – ten sposób myślenia dobrze opisuje całą kartę. Nie trzeba przebijać się przez kilkadziesiąt wariantów burgera, żeby zdecydować, na co mamy ochotę.

Smash burgery w 34 Smash Burger
Smash burger różni się od klasycznego wysokiego burgera przede wszystkim mięsem. Wołowina jest mocno dociskana do rozgrzanej powierzchni, dzięki czemu powstaje intensywnie przypieczona skórka, a sam kotlet pozostaje stosunkowo cienki.
To ma również praktyczną zaletę – burger można normalnie złapać i ugryźć, zamiast walczyć z wysoką konstrukcją rozpadającą się po pierwszym kęsie. Porcje są jednak spore. Jeden burger spokojnie wystarczyłby nam jako pełny posiłek.
Oklahoma – klasyk na pierwszą wizytę
Oklahoma jest najprostszym burgerem w karcie. W środku znajdują się podwójna wołowina, maślana bułka, cheddar, sałata, pikle i sos hamburgerowy. Aktualna cena na oficjalnej stronie wynosi 35 zł.
Sam pomysł na Oklahomę nawiązuje do klasycznego amerykańskiego onion burgera. Właściciel poleca tę pozycję osobom odwiedzającym lokal po raz pierwszy, bo najlepiej pozwala sprawdzić samą bazę – mięso, bułkę i sos.
U nas Oklahoma zajęła bardzo wysokie miejsce. To prosty burger bez nadmiaru dodatków, w którym nic nie musi odciągać uwagi od wołowiny.

Bekon – nasz faworyt
Bekon zawiera podwójną wołowinę, bekon, cheddar, sałatę, pikle oraz sos Bekon-Mayo. Kosztuje obecnie 38 zł.
Spośród mięsnych burgerów to właśnie ten był naszym numerem jeden. Bekon dodawał mocniejszego, lekko dymnego smaku, ale nie dominował nad mięsem. Sos dobrze spinał całość bez tworzenia ciężkiej, ociekającej konstrukcji.
Jeżeli lubicie klasyczne połączenie wołowiny, sera i bekonu, to od tej pozycji zdecydowanie można zacząć.

Jalapeño – dla tych, którzy lubią lekki ogień
Jalapeño kosztuje 37 zł i łączy podwójną wołowinę z cheddarem, sałatą, piklami, papryczką jalapeño oraz sosem Jalapeño-Mayo.
Ciekawostką jest wykorzystanie świeżego, a nie konserwowego jalapeño. Dzięki temu papryczka pozostaje chrupiąca i daje inną ostrość niż miękkie plasterki ze słoika.
Burger jest pikantniejszy od pozostałych, ale nie jest nastawiony wyłącznie na wypalanie podniebienia. Jeśli lubicie trochę ostrzejsze smaki, będzie dobrym wyborem.
Właściciel przyznał również, że z czasem poprawiał recepturę sosu. Problemem okazała się zmiana miodu używanego do przygotowania jednej z wersji. Obecnie produkt pochodzi bezpośrednio z pasieki znajomego, co pozwoliło wrócić do wcześniejszego smaku.

Burger Vege
Podczas naszej wizyty dostępny był również burger wegetariański. Co ważne, nie potraktowaliśmy go jak obowiązkowej, słabszej alternatywy dla mięsa. Smakował na tyle dobrze, że bez problemu zjedlibyśmy go ponownie, mimo że na co dzień nie unikamy wołowiny.
Właściciel długo zwlekał z wprowadzeniem wersji wege, ponieważ nie chciał przygotowywać jej na tej samej powierzchni co mięso. W aktualnej ofercie dostaw dostępny jest już zestaw Vege z frytkami.

Bagietki – największe zaskoczenie wizyty
Choć nazwa lokalu jednoznacznie kieruje uwagę na smash burgery, bagietek zdecydowanie nie warto pomijać. Są znacznie mniej oczywistą częścią menu i podczas naszej wizyty mocno nas zaskoczyły.
Spróbowaliśmy wszystkich trzech. Najciekawsze było to, że przy stole siedziały cztery osoby, a praktycznie każdy wskazał inną jako swoją ulubioną. Nie udało nam się więc wybrać jednego zwycięzcy.
Po Boy z krewetkami
Po Boy kosztuje 43 zł. W bagietce znajdują się krewetki, sałata, pomidor, pikle, czerwona cebula i sos Remoulade Louisiana.
Nie należę do największych fanów krewetek, a mimo to ta bagietka bardzo dobrze mi smakowała. Krewetki były częścią całej kompozycji, a nie składnikiem dominującym każdy kęs.
To dobra propozycja dla osób, które chcą odejść od wołowiny i spróbować czegoś mniej typowego dla burgerowni.

Philly Cheesesteak
Philly Cheesesteak to wołowina, duszona cebula, papryka, sos serowy i cheddar zamknięte w bagietce. Aktualnie kosztuje 45 zł.
Jest sycąca, serowa i konkretna. Miękka wołowina dobrze łączy się z duszonymi warzywami, a sos sprawia, że całość nie jest sucha.
To jedna z tych pozycji, które mogą spokojnie zastąpić burgera jako pełny obiad.

Ruben
Najdroższą bagietką jest Ruben za 48 zł. W środku znajdziemy pastrami, cheddar, kapustę kiszoną, pikle, sos Remoulade Louisiana i sos serowy.
Kwaśna kapusta i pikle mocno przełamują tłustość mięsa oraz sera. Dzięki temu bagietka ma zupełnie inny charakter niż Philly Cheesesteak.
Jeżeli lubicie pastrami i kwaśniejsze dodatki, warto zacząć właśnie od niej.

Frytki belgijskie
Do burgerów zamówiliśmy również frytki belgijskie. Standardowa porcja ma 200 g i kosztuje obecnie 15 zł.
Są dobrym dodatkiem, ale przy wielkości burgerów nie dla każdego będą konieczne. Jeżeli mamy większy apetyt, na oficjalnej stronie dostępny jest również zestaw dowolnego smasha z frytkami za 49 zł.
Ceny w 34 Smash Burger
Ceny na oficjalnej stronie przedstawiają się obecnie następująco:
- Oklahoma – 35 zł,
- Jalapeño – 37 zł,
- Bekon – 38 zł,
- Po Boy – 43 zł,
- Philly Cheesesteak – 45 zł,
- Ruben – 48 zł,
- frytki belgijskie 200 g – 15 zł,
- zestaw burger + frytki – 49 zł.
Naszym zdaniem stosunek jakości do ceny jest bardzo dobry. Burgery są duże i sycące, a jedna porcja spokojnie wystarcza na posiłek. To samo dotyczy bagietek. Nie ma potrzeby zamawiania kilku dań na osobę, chyba że podobnie jak my chcecie przetestować większą część karty.
Ceny w aplikacjach dostawczych mogą być nieco inne niż obowiązujące bezpośrednio w lokalu.
Obsługa i właściciel, który pracuje razem z zespołem
Podczas naszej wizyty obsługiwał nas sam Szymon, ale nie była to specjalna sytuacja przygotowana na potrzeby materiału. Na co dzień również pracuje za barem i pojawia się na kuchni.
W czasie rozmowy kilkukrotnie był wołany przez zespół, kiedy trzeba było coś sprawdzić lub podjąć decyzję. Widać było, że nie prowadzi restauracji zza biurka, tylko rzeczywiście uczestniczy w jej codziennym funkcjonowaniu.
Cała obsługa pozostawiła bardzo dobre wrażenie – swobodna, konkretna i pasująca do street-foodowego charakteru miejsca.

Co warto wiedzieć przed wizytą?
Największym ograniczeniem może być lokalizacja dla osób przyjeżdżających samochodem. Restauracja działa w centrum miasta, dlatego znalezienie miejsca parkingowego nie zawsze będzie równie proste. Z drugiej strony lokal znajduje się stosunkowo blisko Deptaku Bogusława i dobrze nadaje się na dojście pieszo.
Karta jest krótka, więc osoby oczekujące kilkunastu wariantów burgerów mogą początkowo być zaskoczone. W praktyce właśnie to traktujemy jako zaletę – łatwiej wybrać, a kuchnia może skoncentrować się na kilku konkretnych produktach.
Nie ma też ogródka, dlatego wszystkie miejsca do siedzenia znajdują się wewnątrz.
Dla kogo jest 34 Smash Burger?
To miejsce przede wszystkim dla miłośników burgerów i amerykańskiego street foodu, ale nie tylko. Bagietki sprawiają, że nawet ktoś, kto akurat nie ma ochoty na klasycznego smasha, znajdzie coś innego.
Lokal sprawdzi się na luźne spotkanie ze znajomymi, obiad, kolację czy mniej formalną randkę. Burger jest wprawdzie konkretny, ale dzięki płaskiej konstrukcji znacznie łatwiej go zjeść niż ogromne, piętrowe wersje spotykane w części burgerowni.
Opcja Vege sprawia również, że na wspólne wyjście można zabrać osobę, która nie je mięsa.
34 Smash Burger w Szczecinie – czy warto?
Po przetestowaniu praktycznie całej karty najtrudniej było nam wskazać jedną najlepszą pozycję. Wśród burgerów wygrywał u nas Oklahoma – bekon tuż za nim, natomiast przy bagietkach każdy miał innego faworyta.
Najbardziej zapamiętaliśmy jednak nie tylko jedzenie, ale również historię miejsca. Od małej budki prowadzonej przez osobę bez wcześniejszego doświadczenia gastronomicznego, przez kolejne przeprowadzki, aż do pełnoprawnego lokalu przy Jagiellońskiej – 34 Smash Burger rozwijał się metodą prób, błędów i ciągłego poprawiania szczegółów.
Czy wrócilibyśmy? Tak. Na burgera, ale równie chętnie na bagietkę, bo to właśnie one okazały się najmniej oczywistą częścią menu i jednym z największych zaskoczeń wizyty.
Recenzja opisuje nasze doświadczenia z jednej wizyty. Menu i ceny mogą się zmieniać.
Wizytówka lokalu
📍 34 Smash Burger Szczecin
Adres: ul. Jagiellońska 84/1, Szczecin
Rodzaj kuchni: amerykański street food, smash burgery, bagietki
[współpraca]





















