We wtorkowy wieczór zajrzałem do klubu Pinokio 3.0 na spotkanie „Młodzi organizują kulturę – rozmowa o kulturze i nowych inicjatywach w Szczecinie”. I dobrze, że takie wydarzenie się odbyło. Naprawdę. Bo czasem wszyscy mówimy o kulturze w Szczecinie osobno, każdy w swoim kącie, a dużo rzadziej siadamy przy jednym stole i próbujemy zrozumieć, dlaczego to wszystko działa tak, a nie inaczej.
W pierwszej części spotkania osoby zaproszone do panelu odpowiadały na pytania o to, dlaczego kultura w Szczecinie wygląda dziś tak, jak wygląda, i co sprawia, że mogłaby działać lepiej. Dyskusję prowadził Krzysztof Baziuniak, a w panelu udział wzięli: Marta Dziomdziora, dyrektor Wydziału Kultury w Urzędzie Miasta Szczecin, Monika Helewska, dyrektor Domu Kultury Słowianin, Przemysław Kazaniecki, współwłaściciel Ogrodów Śródmieście, Waldemar Kulpa, dyrektor Domu Kultury 13 Muz, Damian „Viking” Usewicz, komik, konferansjer i organizator wydarzeń komediowych, a także Dariusz Mikuła, dyrektor Teatru Kana. I to było cenne, bo zamiast jednego głosu dostaliśmy kilka perspektyw praktyków. Była żywa dyskusja, momentami bardzo konkretna, momentami bardziej ogólna, ale właśnie to było w niej dobre. Można było posłuchać nie tylko teorii, ale też ludzi, którzy tę kulturę robią na co dzień.
Pytania z sali i kilka ważnych tropów
Później przyszedł czas na pytania z sali. Było kilku przedstawicieli samorządów studenckich, pojawiły się głosy o barierach, formalnościach, trudnościach we współpracy i o tym, czego młodym dziś brakuje. W dalszej części było też miejsce na rozmowy mniej oficjalne, wymianę przemyśleń i próbę złapania kontaktu. Paneliści podpowiadali również, gdzie młodzi mogą szukać pomocy przy organizacji wydarzeń, promocji, partnerstwach czy zdobywaniu finansowania. I właśnie dlatego uważam, że takie spotkania są potrzebne. Można usłyszeć opinię drugiej strony. Można zderzyć swoje wyobrażenia z rzeczywistością. Można wyjść z sali nie tylko z emocją, ale też z konkretem.

Młodzi przyszli i to już jest dobry znak
Przysłuchiwałem się tej dyskusji uważnie i mam po niej kilka wniosków. Po pierwsze: fajnie, że młodzi w ogóle przyszli. To już jest jakiś sygnał. To znaczy, że są ludzie, którym się chce. Że kultura w Szczecinie nie jest im obojętna. I to trzeba docenić. Lepiej przyjść, zapytać i nawet się zirytować, niż siedzieć w domu i narzekać tylko na Messengerze albo w komentarzach.
Problemów nie brakuje, ale same wymówki nic nie dadzą
Po drugie (i tu może trochę zaryzykuję), nie chcę wyjść na boomera, ale miałem momentami wrażenie, że część młodych obecnych na sali bardziej szukała problemu niż rozwiązania. Z jednej strony padały zarzuty wobec uczelni, formalności, braku wsparcia miasta, braku pomocy mediów. Z drugiej strony słuchałem tego i myślałem sobie: okej, część tych uwag jest zasadna, ale czy to nie są czasem po prostu wygodne wymówki? Bo jasne, że system nie jest idealny. Jasne, że formalności potrafią zabić zapał. Jasne, że nie każdy od razu dostaje salę, budżet i promocję na tacy. Tylko pytanie brzmi: czy to ma być koniec historii, czy dopiero początek działania?
Kultura często rodzi się oddolnie
Tutaj zgadzam się z Damianem „Vikingiem” Usewiczem, który słusznie zauważył, że kultura bardzo często bierze się z oddolnych inicjatyw. Z klasy. Z grupy znajomych czy kierunku studiów. Z paczki ludzi, którzy po prostu chcą coś zrobić. I naprawdę nie zawsze potrzeba do tego wielkich pieniędzy, miejskiego grantu i błogosławieństwa wszystkich możliwych instytucji. Czasem wystarczy pomysł, kilka telefonów, ogarnięta komunikacja i odrobina odwagi. Miejskie pieniądze są tylko jedną z opcji. Są jeszcze sponsorzy, partnerzy, bilety, zrzutki, współprace, wystawcy. Możliwości jest więcej, niż wielu osobom się wydaje.

fot. SzczecinPortal.pl
Z perspektywy organizatora to wygląda dość jasno
Mówię to z kilku perspektyw jednocześnie. Jako człowiek, który konsumuje wydarzenia. Jako ktoś, kto prowadzi media. I jako ktoś, kto organizował imprezy przez ponad 10 lat. Wiem, jak to wygląda od kuchni. Wiem też, że bardzo łatwo powiedzieć: „nikt nam nie pomaga”. Tylko że często trzeba najpierw samemu wykonać pierwszy ruch. Napisać wiadomość. Zadzwonić. Przygotować prostą ofertę. Zrobić wydarzenie na Facebooku. Nagrać rolkę. Pokazać, że naprawdę chce się działać, a nie tylko dyskutować o tym, że byłoby fajnie coś kiedyś zrobić.
Dziś narzędzi jest więcej niż kiedykolwiek
Dziś młodzi mają narzędzia, o których wielu organizatorów kilkanaście lat temu mogło tylko pomarzyć. Mają Google i ChatGPT. Mają TikToka, Instagrama, Facebooka, YouTube Shorts. Mają darmowe możliwości promocji, ogromne pole do kreatywności i szansę budowania zasięgu praktycznie od zera. Rozwiązania często naprawdę leżą bardzo blisko. Trzeba się tylko po nie schylić. Poszukać. Sprawdzić. Przetestować. Popełnić kilka błędów (to akurat gwarantowane) i robić swoje dalej.
Media nie dowiedzą się o wydarzeniu, jeśli nikt im o nim nie powie
Powiem więcej. Prowadzę SzczecinPortal.pl od półtora roku i do dziś od żadnego samorządu studenckiego nie dostałem nawet notki prasowej. Ani jednej. A później słyszę czasem, że media nie wspierają, nie promują, nie interesują się młodymi. No to ja pytam: skąd mamy wiedzieć, co robicie, jeśli sami tego nie komunikujecie? Media nie są jasnowidzami. Naprawdę warto zacząć od prostych rzeczy. Wysłać informację. Napisać dwa akapity. Dorzucić grafikę. Zaprosić. Odezwać się. To nie boli, a często może otworzyć drzwi.

fot. SzczecinPortal.pl
Więcej odwagi, mniej paraliżu
Mam też wrażenie, że problemem nie jest tylko brak pieniędzy czy procedury. Problemem bywa też lęk przed działaniem. Strach, że nie wyjdzie. Że ktoś wyśmieje. Że przyjdzie za mało ludzi. Że coś będzie niedoskonałe. A przecież prawie każda dobra inicjatywa zaczynała się od czegoś małego, trochę nieporadnego i robionego metodą „dobra, spróbujmy”. Więcej kreatywności. Więcej prób. Mniej paraliżu.
Relacje buduje się poza ekranem
I jeszcze jedno. Chciałbym bardzo zachęcić młodych do większej aktywności, wychodzenia z domu i uczenia się budowania relacji. Wiem, że w dobie social mediów to wcale nie jest łatwe. Łatwiej coś scrollować niż gdzieś pójść. Łatwiej napisać komentarz niż zagadać do drugiej osoby po panelu. Ale prawda jest taka, że życie ma się jedno. I to są Wasze najlepsze lata. Serio warto je wykorzystać na poznawanie ludzi, bycie wśród ludzi, chodzenie do klubów, na koncerty, stand-upy, wydarzenia, debaty i imprezy. Takie znajomości często zostają na całe życie. I z takich relacji później rodzą się też najlepsze projekty.

fot. SzczecinPortal.pl
Szczecin ma potencjał, ale potrzebuje energii
Czy kultura w Szczecinie ma się dobrze? Powiedziałbym tak: ma solidne fundamenty, ma ludzi, ma miejsca i ma potencjał, ale wciąż za często brakuje jej odwagi, świeżości i lepszego przepływu energii między tymi, którzy chcą działać, a tymi, którzy mogą pomóc. Nie jesteśmy kulturalną pustynią. Absolutnie nie. Ale nadal możemy robić więcej, odważniej i mądrzej.
Na koniec: mniej narzekania, więcej działania
Po tym spotkaniu jestem raczej ostrożnym optymistą. Bo skoro młodzi przyszli, pytali i chcieli rozmawiać, to znaczy, że coś się tli. Teraz trzeba tylko, żeby z tej iskry zrobił się ogień, a nie kolejny panel, po którym wszyscy rozejdą się do domów z poczuciem, że „fajnie było pogadać”.
Szczecin potrzebuje ludzi, którzy nie będą tylko pytać, dlaczego czegoś się nie da. Potrzebuje tych, którzy spróbują zrobić coś mimo wszystko. A jeśli przy okazji będziemy mogli pomóc z promocją jako SzczecinPortal.pl, to drzwi są otwarte. Bo od narzekania jeszcze nikt nie zrobił dobrej sceny. Od działania już tak.
Piszę to z perspektywy mediów, konsumenta imprez, ale też organizatora z ponad 10-letnim stażem — koncertów, zlotów food trucków, dni miast, festiwali i innych wydarzeń, które od kuchni uczą jednego: bez inicjatywy, relacji i odwagi nie dzieje się nic.
Autor
Grzegorz Maksel
SzczecinPortal.pl
![Czy kultura w Szczecinie ma się dobrze i jak ją poprawić [felieton]](https://szczecinportal.pl/wp-content/uploads/2026/04/czy-kultura-w-szczecinie-ma-sie-dobrze-i-jak-ja-poprawic-felieton-750x375.jpg)




















