Są wydarzenia, które na trwałe zmieniają bieg historii miasta. Grudzień 1970 roku był dla Szczecina takim momentem granicznym. To wtedy robotnicze miasto, zbudowane wokół stoczni, portu i ciężkiej pracy tysięcy ludzi, stanęło naprzeciw władzy, która miała być „ludowa”, a okazała się bezwzględna i ślepa na społeczne dramaty.
Grudzień ’70 zapisał się w pamięci Szczecina krwią, strachem i ciszą narzuconą po tragedii. Do dziś pozostaje jedną z najbardziej bolesnych kart powojennej historii miasta.
Społeczny gniew i decyzje władzy
Bezpośrednim zapalnikiem wydarzeń były ogłoszone w połowie grudnia 1970 roku podwyżki cen podstawowych artykułów spożywczych. Decyzję ogłoszono tuż przed świętami Bożego Narodzenia, bez konsultacji społecznych i bez próby dialogu z robotnikami.
Dla tysięcy rodzin oznaczało to dramatyczne pogorszenie warunków życia. Dla władzy był to test kontroli nad społeczeństwem. Zamiast rozmów wybrano konfrontację. Na Wybrzeżu, w tym w Szczecinie, napięcie rosło z każdym dniem.

fot. Grażyna Dulęba
17 grudnia 1970 roku – miasto wychodzi na ulice
17 grudnia 1970 roku pracownicy Stoczni Szczecińskiej im. Adolfa Warskiego rozpoczęli protest. Do strajku szybko dołączyli robotnicy z sąsiedniej stoczni „Gryfia” oraz mieszkańcy miasta, którzy solidaryzowali się z postulatami protestujących.
Początkowo wiec przed bramą stoczni miał charakter pokojowy. W krótkim czasie zamienił się jednak w wielotysięczny pochód w kierunku centrum Szczecina. Na ulicach pojawiły się oddziały milicji oraz wojska. Dochodziło do starć, rosło napięcie, a sytuacja wymykała się spod kontroli.
Krew na Placu Solidarności
Około godziny 14 podpalono wcześniej splądrowany budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Następnie tłum skierował się pod Komendę Wojewódzką Milicji Obywatelskiej, znajdującą się w miejscu dzisiejszego Placu Solidarności.
Tam doszło do dramatycznego punktu kulminacyjnego. Protestujący rozpoczęli szturm na budynek. Odpowiedzią były strzały z ostrej amunicji. Wojsko i milicja użyły broni przeciwko własnym obywatelom.
W Szczecinie zginęło 16 osób. W całej Polsce ofiar Grudnia ’70 było ponad 40. Wśród zabitych dominowali ludzie młodzi – robotnicy i przypadkowi przechodnie, którzy znaleźli się w złym miejscu o złym czasie.

Fot. Grażyna Dulęba
Cisza, strach i tajne pochówki
Po brutalnym stłumieniu protestów rozpoczął się drugi, mniej widoczny etap tragedii. Władza próbowała wymazać ślady zbrodni. Rodziny ofiar znalazły się pod stałą kontrolą milicji i Służby Bezpieczeństwa.
Pogrzeby odbywały się nocą, bez uroczystości i bez udziału społeczności. W pochówkach mogła uczestniczyć jedynie najbliższa rodzina, często eskortowana przez funkcjonariuszy. Zdarzały się przypadki, gdy bliscy nie zostali poinformowani o miejscu ani terminie pogrzebu.
Strata najbliższych została spotęgowana bezdusznością systemu, który odebrał rodzinom nawet prawo do żałoby.
Grudzień ’70 jako fundament szczecińskiej tożsamości
Wydarzenia z grudnia 1970 roku na trwałe wpisały się w tożsamość Szczecina. Stały się jednym z fundamentów późniejszych protestów robotniczych oraz drogi prowadzącej do narodzin Solidarności.
To doświadczenie ukształtowało miasto, jego mieszkańców i ich wrażliwość na kwestie wolności, godności oraz praw pracowniczych. Grudzień ’70 nie był jedynie lokalnym dramatem. Był sygnałem, że system oparty na przemocy nie może trwać wiecznie.

Współczesne obchody – hołd dla ofiar
W środę przed historyczną bramą Stoczni Szczecińskiej odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary Grudnia ’70. Wzięli w nich udział uczestnicy tamtych wydarzeń, przedstawiciele związków zawodowych oraz władz państwowych i samorządowych.
W liście skierowanym do uczestników uroczystości prezydent RP Karol Nawrocki podkreślił, że masakra sprzed 55 lat pozostaje jedną z najtragiczniejszych kart współczesnej historii Polski. List odczytał doradca prezydenta Jarosław Bujak.
Prezydent Szczecina Piotr Krzystek przypomniał, że wystraszona władza zamiast wycofać się z błędnej decyzji, wysłała przeciw robotnikom czołgi i uzbrojonych funkcjonariuszy. Zwrócił też uwagę na dramat rodzin ofiar oraz bezwzględność systemu, który próbował narzucić ciszę i zapomnienie.

Szlak pamięci w sercu miasta
Po uroczystościach przed bramą stoczni uczestnicy przemaszerowali historycznym szlakiem grudniowego protestu na Plac Solidarności. Złożono kwiaty i oddano hołd poległym przed Pomnikiem Anioła Wolności.
To właśnie w tym miejscu historia Szczecina spotyka się z teraźniejszością. Grudzień ’70 pozostaje przestrogą, ale też zobowiązaniem. Pamięć o ofiarach jest dziś jednym z fundamentów miejskiej tożsamości i wspólnej odpowiedzialności za przyszłość.




















