W poniedziałek 24 czerwca 2025 roku w Sądzie Okręgowym w Warszawie ruszył proces, w którym Miasto Szczecin domaga się od Skarbu Państwa zwrotu ponad 111 milionów złotych. Chodzi o pieniądze, które samorząd przeznaczył z własnego budżetu na pensje nauczycieli w latach 2018–2020. Zdaniem miasta – te środki powinny pochodzić z subwencji oświatowej.
Problem w tym, że po 2018 roku – kiedy rząd wprowadzał kolejne podwyżki dla nauczycieli – subwencja nie rosła w takim tempie, by pokryć rosnące wydatki. Różnicę musiał pokryć samorząd.
Miasto: „To nie nasz obowiązek”
Prezydent Piotr Krzystek, który poinformował o starcie procesu w mediach społecznościowych, podkreślił, że wydatki związane z edukacją publiczną to zadanie zlecone przez państwo. A skoro tak – to powinno być w całości finansowane z budżetu centralnego, a nie z miejskich środków.
Co więcej, Szczecin zapowiada, że na 111 milionach sprawa się nie skończy. Pozew ma zostać rozszerzony o kolejne lata – co może oznaczać, że roszczenia przekroczą nawet 200 milionów.
Polityka czy sprawiedliwość?
Sprawa już teraz budzi kontrowersje. Niektórzy radni opozycji zarzucają prezydentowi, że wykorzystuje proces do politycznej walki z rządem. Z kolei radni koalicji rządzącej w mieście podkreślają, że to jedyny sposób, by pokazać, że samorządy nie mogą dłużej dokładać do zadań, które powinny być opłacane przez państwo.
Nie brakuje głosów, że jeśli Szczecin wygra, to inne miasta – jak Poznań, Wrocław czy Gdańsk – mogą pójść tą samą drogą. To mogłoby oznaczać falę pozwów i realne konsekwencje dla przyszłego kształtu finansowania edukacji w Polsce.
Jak doszło do pozwu?
Proces to efekt kilkuletnich przygotowań. Miasto zaczęło analizować sytuację już w 2021 roku. Pozew złożono pod koniec 2022 roku, a przez kolejne miesiące kompletowano dokumentację – m.in. dane kadrowe, umowy, rozliczenia z ZUS czy wypłaty dodatków dla nauczycieli.
W pierwszym dniu procesu przesłuchana została Lidia Rogaś – była wiceprezydent Szczecina, odpowiedzialna za edukację. To ona nadzorowała miejską oświatę w latach objętych pozwem.
Co może się wydarzyć?
W najbliższych miesiącach zaplanowano kolejne rozprawy, podczas których sąd będzie analizował, czy rzeczywiście państwo nie dopełniło swoich obowiązków. To trudny proces – bo trzeba rozstrzygnąć, na ile odpowiedzialność za wypłaty nauczycieli spoczywa na ministerstwie, a na ile na władzach lokalnych.
Jeśli Szczecin wygra, może to oznaczać konieczność wypłaty setek milionów złotych z budżetu państwa. Ale jeśli przegra – samorządy będą musiały pogodzić się z tym, że do zadań zlecanych przez rząd trzeba dopłacać z własnej kieszeni.
Dlaczego to ważne?
-
111 milionów złotych to realne pieniądze, które mogłyby trafić np. na remonty dróg, nowe przedszkola czy komunikację miejską.
-
Proces może stać się precedensem – i zmusić rząd do zmiany sposobu finansowania edukacji.
-
Sprawa dotyczy nie tylko Szczecina – to problem, z którym mierzy się większość dużych miast w Polsce.
Proces Szczecina przeciwko Skarbowi Państwa – jakie to ma znaczenie?
Proces Szczecina przeciwko Skarbowi Państwa to coś więcej niż spór o pieniądze. To próba wyznaczenia granicy między obowiązkami rządu a odpowiedzialnością samorządów. Niezależnie od wyniku, sprawa ta może wyznaczyć nowy kierunek w debacie o finansowaniu edukacji w Polsce. A to, jak wiadomo, temat, który dotyczy każdego z nas – bo szkoły, dzieci i nauczyciele są w każdej gminie.
Źródło:
Prezydent Szczecina
Radio Szczecin
Onet.pl










