Emerytura kobiet i mężczyzn to nie tylko odpoczynek. To także samotność, brak planu na dzień i rosnący problem alkoholizmu seniorów.
Emerytura przez lata była przedstawiana jak upragniony moment ulgi. Koniec budzika, koniec pośpiechu, koniec pracy „na już”. W teorii brzmi to jak nagroda. W praktyce dla wielu kobiet i mężczyzn przejście na emeryturę okazuje się jedną z największych życiowych zmian. I wcale nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Chodzi o codzienność, relacje, poczucie sensu i o to, co dzieje się z człowiekiem, gdy nagle dostaje dużo wolnego czasu, ale nie bardzo wie, co z nim zrobić.
To właśnie dlatego emerytura ma tak mocny wymiar socjologiczny. Nie kończy się na decyzji urzędu ani na przelewie z konta. Ona zaczyna się wtedy, gdy człowiek budzi się rano i odkrywa, że świat, który przez dekady nadawał rytm jego dniu, po prostu zniknął. Już nie trzeba wyjść do pracy. Nie czekają współpracownicy. Nie ma firmowych rozmów, obowiązków, planów i drobnych rytuałów, które wcześniej porządkowały tydzień. Zostaje cisza. Dla jednych kojąca. Dla innych bardzo trudna.
Emerytura to koniec pracy, ale nie koniec potrzeby bycia potrzebnym
Praca daje znacznie więcej niż tylko wynagrodzenie. Daje status, kontakt z ludźmi, poczucie sprawczości i prostą odpowiedź na pytanie: „po co dziś wstaję?”. Kiedy ten element znika, część osób czuje ulgę, bo wreszcie może odpocząć. Problem zaczyna się wtedy, gdy odpoczynek trwa zbyt długo i zaczyna przypominać pustkę. Człowiek nadal potrzebuje być częścią jakiejś wspólnoty. Nadal chce mieć wpływ na własny dzień. Nadal chce czuć, że jest komuś potrzebny.
Właśnie tu zaczyna się najtrudniejszy moment. Emerytura nie odbiera człowiekowi obowiązków raz na zawsze. Ona raczej zabiera stary porządek i zmusza do zbudowania nowego. Kto ma relacje, zainteresowania i jakiś plan, zwykle przechodzi ten etap łagodniej. Kto żył wyłącznie pracą, częściej wpada w dezorientację. Nagle okazuje się, że wolny czas wcale nie cieszy tak bardzo, jak miał cieszyć.

Kobiety i mężczyźni przechodzą na emeryturę inaczej
Nie ma jednej uniwersalnej emerytury. Kobiety i mężczyźni często przeżywają ją w inny sposób, bo wcześniej żyli w innych rolach społecznych. U wielu mężczyzn praca była centrum dnia. To w niej budowali poczucie wartości, kontakt z innymi i własny obraz siebie. Gdy kończy się aktywność zawodowa, tracą nie tylko zajęcie, ale też ważny fragment tożsamości. Dlatego część mężczyzn po przejściu na emeryturę staje się bardziej zamknięta, rozdrażniona albo wycofana. Nie zawsze umieją nazwać problem, więc mówią tylko, że „dziwnie się czują” albo że „nie mogą się odnaleźć”.
U kobiet sytuacja bywa bardziej złożona. Często łatwiej utrzymują relacje rodzinne i sąsiedzkie, bo przez lata pełniły rolę organizatorek codzienności. To one dzwoniły, pamiętały, łączyły ludzi. Dzięki temu część kobiet lepiej odnajduje się po zakończeniu pracy zawodowej. Ale z czasem pojawia się inny problem. To właśnie kobiety częściej dożywają późnej starości samotnie. Częściej tracą partnera, częściej mieszkają same i częściej latami funkcjonują bez bliskiej osoby obok. Mężczyźni częściej odczuwają gwałtowne tąpnięcie po odejściu z pracy. Kobiety częściej mierzą się z długim osamotnieniem. Oba doświadczenia są trudne, tylko mają inny rytm.
Samotność seniorów nie zawsze jest widoczna na pierwszy rzut oka
Gdy myślimy o samotności seniorów, widzimy zwykle pusty fotel, cichy pokój i telewizor w tle. Tyle że samotność nie zawsze wygląda tak filmowo. Można mieszkać z rodziną i czuć się zupełnie niewidzialnym. Można też mieszkać samemu, ale mieć wokół siebie ludzi, z którymi naprawdę jest kontakt. Właśnie dlatego problem bywa tak trudny do uchwycenia. Samotność nie zawsze krzyczy. Często siedzi cicho i udaje, że wszystko jest w porządku.
Po przejściu na emeryturę człowiek traci sporą część codziennych interakcji. Niby drobiazg, ale właśnie te drobiazgi budują życie społeczne. Krótka rozmowa w pracy, wspólny obiad, pytanie „jak weekend?”, śmiech na korytarzu. Gdy tego nagle nie ma, dzień robi się zaskakująco pusty. Do tego dochodzą kolejne bariery. Gorsze zdrowie, mniejsza mobilność, śmierć znajomych, wyprowadzka dzieci, coraz większy dystans między pokoleniami. Senior zaczyna mieć wrażenie, że świat pędzi gdzieś obok, a on został na peronie.
Najtrudniejsze jest to, że starsze pokolenie rzadko mówi wprost o emocjach. Zamiast powiedzieć „czuję się samotna” albo „jest mi ciężko”, częściej pada: „jakoś leci”. A to „jakoś” potrafi być naprawdę smutne. Bo za nim kryje się brak rozmowy, brak planu i coraz większe wycofanie z życia.
Wolny czas na emeryturze potrafi przytłoczyć
Wiele osób marzy o emeryturze jak o niekończącym się weekendzie. Tylko że weekend ma sens wtedy, gdy jest przerwą od czegoś. Jeśli całe tygodnie stają się jednym długim „nic nie muszę”, pojawia się znużenie. Człowiek potrzebuje nie tylko odpoczynku, ale też rytmu. Potrzebuje powodów, żeby wyjść z domu, ubrać się, spotkać z ludźmi i zrobić coś, co daje choćby małą satysfakcję.
Brak pomysłu na wolny czas jest jednym z największych problemów po przejściu na emeryturę. I nie ma w tym nic śmiesznego. Dla części osób to realny kryzys. Przez dziesiątki lat ich życie opierało się na obowiązkach. Nie musieli wymyślać planu dnia, bo plan już istniał. Kiedy znika, trzeba go stworzyć od nowa. Nie każdy potrafi. Nie każdy został tego nauczony. W efekcie poranki zaczynają się później, aktywność spada, motywacja słabnie, a dni zaczynają się zlewać w jedną całość. Wtedy bardzo łatwo wpaść w bierność.

Alkoholizm seniorów to problem, o którym wciąż mówi się za cicho
To jeden z najmniej wygodnych tematów związanych z emeryturą i starością. Alkoholizm seniorów nie pasuje do obrazka „spokojnej jesieni życia”, więc wiele rodzin długo nie chce go zauważyć. A problem istnieje. Czasem rozwija się latami, a czasem pojawia się dopiero po zakończeniu pracy, po śmierci partnera albo po wejściu w etap życia, który okazuje się dużo trudniejszy, niż ktoś zakładał.
Najbardziej podstępne jest to, że picie w starszym wieku rzadko wygląda spektakularnie. Nie ma imprez, hałasu i ostentacyjnych zachowań. Jest za to codzienny kieliszek „na poprawę humoru”, piwo „dla relaksu”, nalewka „na sen”. Z czasem ten rytuał zaczyna pełnić rolę wypełniacza pustki. Alkohol zastępuje kontakt, uspokaja napięcie i daje iluzję ulgi. Problem w tym, że działa krótko, a kosztuje dużo.
U seniorów alkohol jest szczególnie niebezpieczny. Organizm gorzej go toleruje, częściej pojawiają się choroby przewlekłe, a do tego dochodzą leki. To zwiększa ryzyko upadków, problemów z pamięcią, zaburzeń snu, pogorszenia nastroju i konfliktów z bliskimi. Co gorsza, otoczenie często myli objawy z „normalnym starzeniem”. Senior jest senny, zapominalski, chwiejny albo wycofany, więc rodzina tłumaczy to wiekiem. Tymczasem czasem za tą zmianą stoi alkohol.
Dlaczego emerytura może sprzyjać piciu
Z socjologicznego punktu widzenia alkohol w starszym wieku bywa próbą radzenia sobie z utratą. Utrata pracy, zdrowia, partnera, znajomych, sprawności, roli społecznej. To dużo jak na jednego człowieka. Jeśli nie ma obok relacji, wsparcia i sensownego planu dnia, alkohol zaczyna kusić jako szybki sposób na wyciszenie. I właśnie dlatego emerytura może być momentem ryzyka.
Wielu seniorów nie mówi o lęku, smutku i bezradności. Zwłaszcza mężczyźni byli przez lata uczeni, że trzeba być twardym. Nie skarżyć się. Nie rozklejać. W praktyce oznacza to, że zamiast rozmowy pojawia się milczenie, a zamiast proszenia o pomoc pojawia się kieliszek. U kobiet mechanizm bywa trochę inny. Częściej wiąże się z długotrwałym osamotnieniem, żałobą i zmęczeniem emocjonalnym. Efekt bywa podobny. Alkohol staje się towarzyszem pustych wieczorów.
Emerytura nie musi oznaczać wycofania z życia
Najważniejsze jest jedno: emerytura sama z siebie nie jest problemem. Problemem staje się wtedy, gdy człowiek zostaje z nią sam, bez planu, bez relacji i bez nowych punktów zaczepienia. Dobrze przeżywana emerytura wymaga zbudowania nowego porządku. Nie wielkiego i perfekcyjnego. Po prostu własnego.
Bardzo dużo daje zwykły rytm dnia. Stała godzina wstawania, spacer, drobne zakupy, książka, spotkanie, telefon do bliskiej osoby, jakaś aktywność poza domem. To proste rzeczy, ale właśnie one utrzymują człowieka w ruchu. Emerytura nie lubi pustych godzin. Im więcej ich jest, tym łatwiej o bierność, obniżenie nastroju i poczucie, że wszystko traci sens.

Jakie zajęcia na emeryturze naprawdę pomagają
Najlepiej działają aktywności, które łączą trzy elementy: ruch, kontakt z ludźmi i poczucie celu. Spacery, nordic walking, basen, gimnastyka, taniec, rower czy zwykłe regularne wychodzenie z domu robią więcej dobrego, niż mogłoby się wydawać. Ruch poprawia nastrój, porządkuje dzień i daje energię. Gdy jest połączony z grupą, dodatkowo chroni przed izolacją.
Dobrze sprawdzają się też zajęcia rozwijające. Warsztaty komputerowe, uniwersytety trzeciego wieku, koła czytelnicze, rękodzieło, spotkania w bibliotekach, chóry, kluby osiedlowe, wolontariat czy działka. Nie chodzi o to, by nagle żyć „na pełnych obrotach”. Chodzi o to, by mieć powód do wyjścia z domu i poczucie, że dzień nie przecieka przez palce.
W Szczecinie takich możliwości nie brakuje. Seniorzy mogą korzystać z oferty domów kultury, bibliotek, klubów seniora, organizacji lokalnych i różnych miejskich inicjatyw. To ważne, bo aktywność po przejściu na emeryturę nie jest fanaberią. To często jedna z najlepszych form ochrony przed samotnością, bezradnością i cichym wypadaniem z życia społecznego.
Rodzina i otoczenie mają tu większą rolę, niż się wydaje
Łatwo powiedzieć seniorowi, żeby „czymś się zajął”. Trudniej naprawdę go wesprzeć. Czasem potrzeba zwykłego telefonu, wspólnej kawy, wyjścia na spacer albo pomocy w dotarciu na zajęcia. Seniorzy często nie proszą o wsparcie, bo nie chcą być ciężarem. To nie znaczy, że go nie potrzebują.
Ważna jest też uważność na sygnały ostrzegawcze. Gdy starsza osoba coraz rzadziej wychodzi, zaniedbuje siebie, odwołuje spotkania, przestaje odbierać telefony albo coraz częściej sięga po alkohol, nie warto tego bagatelizować. To nie musi być „taki wiek”. Czasem to znak, że człowiek powoli osuwa się w samotność albo uzależnienie.
Emerytura może być dobrym etapem życia, ale trzeba ją sobie urządzić
Największy mit o emeryturze jest prosty. Że wszystko samo się ułoży. Czasem się układa, ale częściej potrzebny jest wysiłek. Trzeba na nowo zbudować dzień, zadbać o relacje i znaleźć coś, co daje satysfakcję. Bez tego nawet duża ilość wolnego czasu nie cieszy. Zaczyna przytłaczać.
Dobrze przeżywana emerytura nie polega na tym, że człowiek nic już nie musi. Polega na tym, że nadal ma po co wstać rano. Nadal ma z kim porozmawiać, dokąd pójść i w czym uczestniczyć. Kiedy tego brakuje, rosną samotność, bezradność i ryzyko, że pustkę zacznie zagłuszać alkohol.
Dlatego rozmowa o emeryturze kobiet i mężczyzn nie powinna dotyczyć wyłącznie świadczeń i wieku zakończenia pracy. Powinna dotyczyć także relacji, sensu i jakości codziennego życia. Bo właśnie tam rozstrzyga się, czy ten etap będzie spokojnym czasem dojrzewania do nowej roli, czy momentem cichego wycofania ze świata.
Autor
Wiesława Maksel






















